Na zdrowie!

Jul 3, 2019 at 9:06 am

Kieliszek wina dziennie do obiadu, podnosi poziom korzystnego cholesterolu HDL średnio o 7%. To nie wszystkie korzyści, wino zabija bakterie i wirusy, zapobiega chorobom serca, zawiera substancje zapobiegające chorobom nowotworowym.
Stare przysłowie rosyjskie mówi: „ Wypijając po posiłku kieliszek wina, odbierasz swemu doktorowi rubla”.
Wino jest jednym z najstarszych znanych leków – stosowano go wewnętrznie i zewnętrznie, samo lub z innymi naturalnymi lekami. Na polach bitwy było stosowane do odkażania ran przez starożytnych Greków. W dawnym Egipcie, wino z miodem i z cebulą stosowano do lewatyw i irygacji ( lecznicze lub higieniczne przepłukiwanie).
Nasi przodkowie pili wino, aby „uregulować mocz, uzyskać przeczyszczenie, zabić tasiemce, usunąć jadłowstręt, bezsenność i wszelkie choroby objawiające się kaszlem.

Starożytni mieli rację. Potwierdzono silne, choć krótkotrwałe działanie antyseptyczne wina. Zabija ono większość bakterii w krótkim czasie i w małym stężeniu. Niszczy także wirusy. Może, zatem służyć do odkażania wody. Picie wina związane jest z niskimi wskaźnikami chorób serca, prawdopodobnie wskutek obecności w winie nieznanych jeszcze składników biologicznie aktywnych, pochodzących z winogron lub powstałych w procesie fermentacji.
Współczesna bakteriologa całkowicie potwierdziła wartość wina, jako antyseptyku. Pierwsze badanie przeprowadzono w 1892, tuż po epidemii cholery w Paryżu, w czasie, której, jeden z lekarzy zaobserwował, że pijacy wino mieli większe szanse przeżycia zarazy i zalecał dodawanie wina do wody pitnej. To skłoniło austriackiego lekarza wojskowego, dr Aloisa Picka, do przeprowadzenia badań kontrolnych. Dodał on zarazki cholery i tyfusu do butelek zawierających kolejno: wodę, wino białe, wino czerwone i wino pół na pół z wodą. Bakterie bez problemu przeżywały w zwykłej wodzie, ale w winie i w wodzie z winem, wszystkie zarazki ginęły w ciągu 15 minut. Po 24 godz. wszystkie bakterie tyfusu również ginęły w winie. Dr Pick stwierdził, że mieszanie wody pitnej z winem, stanowi całkiem dobre zabezpieczenie przed cholerą i tyfusem.
Każdy kolejny test w winem, wykazywał takie same wyniki. Wino zabijało zarazki cholery w czasie od 30s do 10 minut, E – coli od 25 do 60 minut, E typhni – w czasie od 5 minut do 4 godzin.
Długo sądzono, że działa tu alkohol zawarty w winie. Jednak okazało się, że po usunięciu alkoholu z wina, nadal zachowuje ono właściwości zabijania bakterii. Za wyjaśnienie tej tajemnicy zabrali się Francuzi.
Profesor farmakologii z Wydziału Medycyny i farmacji w Bordeaux, J. Masquelier, odkrył sekret wina w serii badań przeprowadzonych w roku 1950. Stwierdził on, że składniki wina, zwane polifenolami, a konkretnie antocjanozydy i malvozid, niszczą bakterie w podobny sposób, jak czyni to penicylina. Wykazał też, że wino, nawet przy rozcieńczeniu z wodą w proporcji 1: 4, nadal zachowuje tą samą moc bakteriobójczą, którą udaje się jeszcze wykazać przy rozcieńczeniu do 2%.

Dr Guido Manjo, chirurg i historyk medycyny, który także badał działanie wina na bakterie, mówi, że Grecy mieli rację, lejąc wino na rany i nasączając nim opatrunki, nawet, jeżeli jego działanie jest krótkotrwałe. W rzeczywistości Grecy mieli więcej racji, niż możemy sobie wyobrazić. Dr Manjo mówi: „ Oczyszczając rany za pomocą wina, Grecy dezynfekowali je dzięki działaniu polifenolu, substancji dającej lepsze efekty niż fenol Listeryna, pierwszy oficjalny lek w antyseptyce. Naturalny polifenol z wina, malvozid, okazał się mieć 33 razy silniejsze działanie w stosunku do bakterii E. coli”.
Wino działa znacznie lepiej niż winogrona lub niesfermentowany sok winogronowy, gdyż jego właściwości bakteriobójcze, pochodzące z barwników skórek owoców, są w pełni uwalniane dopiero w procesie fermentacji. Stwierdził to w swych badaniach prof. Masquelier. Podobne zależności w stosunku do wirusów wykazał dr Jack Konowalchuk z Kanady: “ wino unieczynnia wirusy najlepiej, sok winogronowy jest słabszy”.

Generalnie, epidemiolodzy znajdują zależności statystyczne między niskimi wskaźnikami chorób serca w różnych krajach a poziomem rozsądnego spożycia alkoholu. Ostatnio jednak, jeden z naukowców, kanadyjski anatomopatolog dr Amin A. Nacji z Uniwersytetu z Ottawy, wykazał, że bardziej chodzi tu raczej o rodzaj spożywanych alkoholi niż ich zbiorczą moc. Okazuje się, że stosunkowo najkorzystniejsze dla serca i naczyń jest spożywanie wina. W krajach, gdzie ponad 90% alkoholu pije się w postaci wina, stwierdza się najniższe wskaźniki zgonów z powodu chorób serca. Dr Nanji, przypuszcza wobec tego, że nie chodzi tu o działanie alkoholu, ale o jakiś inny, nieznany czynnik zawarty w winie.
Badanie, przeprowadzone ostatnio w Wielkiej Brytanii wśród stu osób, wykazało, że picie jednego drinka dziennie, co w badaniu określono, jako kieliszek wina lub sherry, powoduje wzrost poziomu cholesterolu HDL. Gdy badani przestawali spożywać wino, poziom cholesterolu HDL ponownie się obniżał. Nie należy jednak traktować wina, jako leku na podniesienie dobrego cholesterolu, a już na pewno nie próbować regulować jego poziom dużymi dawkami, – bo będzie szybciej, to tak nie działa a może przynieść wręcz odwrotne skutki.
Dr Hans Stich, znany specjalista od spraw karcinogenezy, twierdzi, że zawarte w winie składniki niszczące drobnoustroje, mogą także wspomagać działania przeciwnowotworowe. „ Wino, zwłaszcza czerwone, zawiera duże ilości kwasu galusowego, jednego z garbników, nadających winu jego specyficzny bukiet smakowo- zapachowy” – mówi dr Stich. Kwas galusowy działa, jako czynnik przeciwnowotworowy. A zatem, wino może mieć zdolność hamowania mutacji komórkowych, czyli może być traktowane, jako czynnik zapobiegający chorobom nowotworowym.
W jednym z badań, stwierdzono, że czerwone wino, zawiera najwięcej kwasu galusowego w porównaniu z innymi alkoholami.

Praktyczne rady: wino pobudza apetyt, co jest korzystne tylko wtedy, kiedy tego apetytu brak. Kieliszek wina wypity przed obiadem, poprawiał apetyt u ludzi starszych, którzy niedojadali posiłków. Czy jednak alkohol, na przykład w winie, może spowodować zaburzenia w odżywianiu się? Tak. Potwierdzono to w badaniach na zwierzętach w Klinice Mayo. Alkohol, zdecydowanie zwiększał spożycie pokarmów.
Dostarczone wraz z alkoholem kalorie, nie musza być jednak bezpośrednio przekształcane w tkankę tłuszczową. Naukowcy z Uniwersytetu Stanford, serwowali otyłym mężczyznom w średnim wieku posiłki i dwa drinki dziennie. Mężczyźni ci, konsumowali, zatem więcej kalorii wraz z alkoholem. Ponad to, w porównaniu z abstynentami, jedli także nieco więcej. Stwierdzono jednak rzecz dziwną: ich podstawowa przemiana materii znacząco się zwiększyła przy piciu jednego drinka dziennie, co powodowało spalanie nadmiaru kalorii. Najszybszą przemianę materii obserwowano u mężczyzn pijących jeden do trzech drinków dziennie ( porównywano to z grupą abstynentów i pijących alkohol rzadko i w małych ilościach). Choć naukowcy mogą tylko spekulować, co do mechanizmów tego paradoksalnego zjawiska, przypuszczają, że „ spożywanie alkoholu w umiarkowanych ilościach, może być mniej tuczące niż się to powszechnie uważa”

Rada dla podróżujących po świecie, zwłaszcza po terenach, gdzie woda może być zakażona – należy ją mieszać z dodatkiem wina.

Dr Konowalchuk zaleca stosowanie czerwonego wina na zajady (opryszczkę): należy odparować trochę czerwonego wina w temperaturze pokojowej i posmarować zajady pozostałym osadem. Ma to działać szybko i skutecznie.

Przy skłonnościach migrenowych bólów głowy, należy uważać na czerwone wino. Jest ono znane, jako jeden z winowajców powodujących migrenowy ból głowy.

Choć umiarkowane spożywanie alkoholu może mieć korzystne działanie, nie zaleca się rozpoczynania picia alkoholu z tego właśnie powodu.

Kieliszek dobrego czerwonego wina do obiadu, owszem, ale tylko wtedy, kiedy czujesz taką potrzebę i czujesz, że działa to korzystnie na Twój organizm.
Nie od dziś wiadomo, że małe ilości alkoholu przy posiłku, a zwłaszcza ciężkim i tłustym, przynoszą korzyści. Alkohol pomaga szybciej rozpuścić tłuszcz, dzięki czemu możemy uniknąć uczucia nadmiernej sytości i ciężkości na żołądku, jaki towarzyszy po zjedzeniu, np. mięsa grilowanego lub smażonego na tłuszczu.
Dla osób niemogących pić wina ( migrena) jest alternatywne wyjście, zielona herbata ma podobne działanie w rozprawianiu się z tłuszczem zawartym w posiłku.

Sezon grillowania przed nami. Proponuje, więc, zaopatrzyć się w dobre czerwone wino oraz zieloną herbatę. Herbatę, nie koniecznie trzeba pić na gorąco, chociaż jest to korzystniejsze, można zostawić do wystudzenia, dodać kilka listków świeżej mięty, kilka plasterków limonki i……………. możemy grilować do rana:)