Kleszcze i komary

Jun 5, 2019 at 10:12 am

Sezon urlopowy przed nami. Najprzyjemniej jest spędzić wolny czas na świeżym powietrzu-
parki, lasy czy nad jeziorami. Ale nie tylko my lubimy te miejsca, niestety, są to również miejsca ulubione przez owady a w szczególności komary i kleszcze. Gryzące komary na urlopie, to chyba jeden z najbardziej uciążliwych warunków urlopu. Wiele osób deklaruje, że chętnie zgodziłoby się na gorsze warunki mieszkaniowe, gorsze jedzenie, w zamian za pozbycie się dokuczliwości komarów.
Gatunków owadów, które gryzą i przenoszą choroby jest bardzo długa lista, chociażby komarów jest około 3000 gatunków. Nie wszystkie owady występują na naszych terenach zamieszkania, ale z uwagi na przemieszczanie się ludzi po całym świecie, jesteśmy narażeni na spotkanie z każdym z nich.
U nas największą plagą są jednak komary i kleszcze, szczególnie w okresie urlopowania, jednak są jeszcze inne, które właściwie mogą być wszędzie – to osy i pszczoły.
Po ukąszeniu przez osę, pszczołę czy też szerszenia, rocznie umiera około 100 osób. W wielu przypadkach zgon jest błędnie diagnozowany, uznając za przyczynę zgonu np. problemy kardiologiczne. Oto jeden z takich przykładów: do lekarza zgłosił się kierowca po wypadku motocyklowym. Jadąc stracił świadomość i wpadł do rowu. W większości takich przypadków dopatruje się winy w spożyciu alkoholu, jednak ten kierowca stracił przytomność, ponieważ wcześniej był użądlony przez osę.
Każdy organizm ma inną reakcję na użądlenie przez osę czy pszczołę, tak jak i w przypadku ugryzienia przez inne owady, w zależności od tolerancji organizmu na alergen.
Wróćmy do komarów, dlaczego one gryzą i czy gryzą wszystkich jednakowo? Nie raz słyszeliśmy opinie, że ktoś nie pójdzie tam, czy nie pojedzie tam, bo go komary „zjedzą”, kiedy inni mówią: „ mnie komary nie lubią, chyba mam gorzką krew”
Otóż, komary, a właściwie komarzyce muszą pić krew, ponieważ potrzebują białka, które się w niej znajduje, bez tego nie są zdolne do złożenia jaj i do ich rozwoju. Atakują ludzi i zwierzęta, głównie wieczorem i wczesnym rankiem, ale przy dużej wilgotności, bezwietrznej pogodzie i małym nasłonecznieniu, mogą być agresywne nawet kolo południa. Co powoduje, że nas atakują? Wabi je kwas mlekowy i amoniak zawarte w pocie oraz wydychany przez nas dwutlenek węgla. Okazuje się, że to jak bardzo pot nęci komary, jest sprawą indywidualną. Aby jednak zmniejszyć swoją atrakcyjność dla komarów, należy szczególnie dbać o higienę. Na pewno to w pewien sposób nie zachęci komarów do atakowania, jednak wystarczy, że nas ugryzie jeden komar, a właściwie komarzyca, wydziela ona feromon, który przyciąga inne komarzyce.
Gdy skóra jest przebijana, tzw. kłujką, nie zawsze jest to odczuwalne, gdyż jej koniec może omijać zakończenia nerwów. Wówczas komarzyca wprowadza ślinę, która zawiera substancję zapobiegające krzepnięciu krwi. Dopiero w tym momencie jest odczuwalne swędzenie.
Gdy samica już się nasyci, szuka zbiornika wodnego, w którym mogłaby rozwijać potomstwo. Nawet, jeśli woda wyschnie, jaja mogą przetrwać w ziemi kilka lat. W ciągu jednego sezonu pojawia się kilka pokoleń komarów.
Walka z komarami jest trudna, ale musimy coś robić, żeby je odstraszać. Od wieków stosuje się naturalne substancje, takie jak: kamfora, olejek anyżkowy, cynamonowy, goździkowy, kokosowy, eukaliptusowy, lawendowy, cytrynowy, sosnowy czy tymiankowy. Są one skuteczne, ale nie działają dość długo, a ich wysokie stężenia mogą nie być dobrze tolerowane przez nas. Dlatego też zastąpiono je związkami syntetycznymi, które są dostępne w sklepach i aptekach. Dobrą ochroną przed komarami jest zakładanie jasnej odzieży – długie spodnie, koszula z długim rękawem oraz nakrycie głowy.
Jako ciekawostka- naukowcy odkryli kilka substancji zapachowych, które zaburzają zdolność komarów do wyczuwania obecności człowieka. W przyszłości będzie je można wykorzystać do opracowania nowych środków odstraszających komary.
Innym owadem, który może zagnieździć się w naszym ciele, i to bez specjalnego komunikowania jest kleszcz. Zamieszkuje on przede wszystkim tereny leśne, podmokłe, porośnięte wysoką trawą. Zazwyczaj umiejscawia się na takiej wysokości, żeby z łatwością przemieścić się na ciało człowieka. Ukłucie kleszcza zazwyczaj jest nie wyczuwalne. Po wkłuciu się, kleszcz wtryskuje do rany ofiary ślinę, która zawiera związki przeciwbólowe, dzięki którym ofiara najczęściej nie czuje, ze została zaatakowana. Jeśli pasożyt jest skażony bakteriami i wirusami wywołującymi choroby, może dojść do zakażenia. Najgroźniejszymi dla człowieka są bakterie wywołujące boreliozę i wirusy powodujące kleszczowe zapalenie mózgu. Obie choroby mogą być przyczyną groźnych dla zdrowia i życia człowieka powikłań, a nawet śmierci.
Dlatego też, bardzo ważnym jest dokonanie kontroli całego ciała po powrocie z terenu, w którym mogły być kleszcze. Szczególnie uważnie należy sprawdzić skórę głowy, za uszami, w pachwinach, pod kolanami.
Kleszcz jest minimalnych rozmiarów, dorosłe samiczki maja 3-4 mm, a samce około 2,5 mm. Gołym okiem wyglądają na niegroźne czarne punkciki. Dopiero pod mikroskopem widać zakończony haczykami aparat gębowy, za pomocą, którego zakotwiczają się w ciele ofiary.
W przypadku znalezienia kleszcza w ciele, należy go jak najszybciej usunąć. Jeśli uda nam się to zrobić w ciągu 24 godzin, ryzyko zakażenia chorobami przenoszonymi przez kleszcze będzie zminimalizowane. Bardzo ważny jest sposób wyjęcia kleszcza. Lekarze podkreślają, że aby wyjąć kleszcza, należy uchwycić go delikatnie pęsetą przy samej skórze i wyciągnąć zdecydowanym ruchem obrotowym. Przy takim ruchu haczyki preparatu gębowego stawiają mniejszy opór, dają się łatwiej wyciągnąć. Tym samym kleszcz nie jest uszkodzony i nie istnieje niebezpieczeństwo wylania się na skórę zawartości jego ciała, w której mogą się znajdować bakterie. Po wyjęciu kleszcza, miejsce ukłucia należy starannie zdezynfekować.
Nie należy kleszcza smarować tłuszczem (dawna błędna metoda), ponieważ wówczas dusi się on i zwiększa wydzielanie śliny, w której mogą występować zarazki.
Co możemy zrobić, żeby zmniejszyć ryzyko? Warto pamiętać o odpowiednim ubraniu przed wyprawą na wycieczkę, przy czym należy unikać jaskrawych kolorów, które najbardziej przykuwają uwagę kleszczy. Należy stosować dostępne środki odstraszające kleszcze poprzez blokowanie receptorów podstawowych organów kleszczy, którymi rozpoznają one człowieka, jako obiekt ataku.
Przerażające statystyki o zachorowaniach na kleszczowe zapalenie mózgu oraz boreliozę, świadczą o tym, iż nie należy lekceważyć tego zagrożenia.

A jak należy się zachować przy użądleniu przez osę, pszczole, czy szerszenia?
W tych przypadkach, niestety nie jest tak bezboleśnie jak w przypadku ugryzienia przez komara lub kleszcza. Zaraz po użądleniu, odczuwamy silny ból i występuje natychmiast miejscowy odczyn zapalny. Jeśli użądlone zostanie dziecko, zwłaszcza małe, lub osoba o skłonnościach alergicznych, to reakcja na jad może wywołać poważniejsze objawy, a przy licznych użądleniach nawet śmierć. Niektórzy uczulają się na jad pszczeli po pierwszym użądleniu i wówczas, każde następne wywołuje silniejszą reakcję. Najczęstsze objawy występujące wtedy to obrzęk warg, policzków i oczu, uczucie duszności, łzawienie, pokrzywka na skórze a nawet wstrząs. Reakcje uczuleniowe są bardzo niebezpieczne dla dzieci, u których szybko dochodzi do zaburzenia pracy serca i układu krążenia i zapaści.
Szczególnym przypadkiem jest użądlenie w obrębie jamy ustnej i gardła. Rozwijający się gwałtownie obrzęk górnych dróg oddechowych, zwłaszcza krtani, prowadzi do zaburzenia oddychania. Aby uratować chorego, należy go jak najszybciej przewęź do szpitala. W niektórych przypadkach, kiedy jest już za późno na zaaplikowanie leków odczulających, konieczne jest wykonanie tracheotomii, – czyli wykonanie otworu w krtani w celu szybkiego doprowadzenia tlenu do płuc i mózgu, żeby zapobiec uduszeniu.
Najniebezpieczniejsze jest użądlenie przez pszczoły, ponieważ zostawiają one żądło w ciele ofiary. Osy i szerszenie żądła nie zostawiają. Pierwsza pomoc polega na jak najszybszym usunięciu żądła pesetą lub czubkiem jałowej igły. Aby dokładnie zobaczyć żądło, można użyć szkła powiększającego ( o ile jest to możliwe). Nie poleca się wyciągania żądła palcami, ponieważ na jego końcu jest pęcherzyk jadowy, którego ucisk powoduje dodatkowe spływanie jadu przez żądło do skóry. Po usunięciu żądła robimy okład z sody oczyszczonej, która neutralizuje kwas mrówkowy zawarty w wydzielinie wstrzykniętej przez owada i daje ulgę.
Do okładów użyć można również wody z octem, amoniakiem lub kostek lodu. Gdy występują objawy uczulenia (wysypka, obrzęk, duszność, zapaść), lub jeśli użądlenie dotyczyło twarzy, gardła albo było ich więcej, najbezpieczniej będzie udać się jak najszybciej do lekarza w celu podania dożylnych leków odczulających.

Mądre powiedzenie mówi: lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego też, wybierając miejsce na letni odpoczynek, należy się upewnić, czy w pobliżu nie ma żadnej pasieki. Czasami jest to trudno określić, jednak, jeżeli w przeciągu godziny przebywania w danym miejscu, zauważymy „ latające brzęczące stworzonka”, to najlepiej, nie szukać miejsca skąd się wzięły, tylko „wynieś się” jak najszybciej. Jeśli widzimy gniazdo os lub szerszeni, żeby nam nie przyszło do głowy ruszać to gniazdo, należy również zwrócić uwagę na dzieci, żeby tego „ukradkiem” nie robiły. Najlepiej jest uświadomić dzieci przed wyprawą, jakie zagrożenie stanowi ruszanie takiego gniazda. Dobrym sposobem jest, pokazanie dzieciom krótkiego filmu na ten temat, dzieci są wzrokowcami i dobrze zapamiętują. Czasami, nie jesteśmy świadomi, że bawiące się, nie opodal, dzieci natkną się na takie gniazdo, a dzieci, jak to dzieci – ciekawe wszystkiego.
Wracając do zapobiegania zagrożeniu, należy również zwrócić uwagę na dobrze zapakowane wszelkiego rodzaju słodkości, żeby nie wabić os i pszczół. Szczególną uwagę należy zwracać na opakowania po napojach, których jeszcze nie dopiliśmy, (szczególnie puszki), nawet nie zauważymy, kiedy do takiego otwartego pojemnika wleci osa lub pszczoła, bierzemy kolejny łyk i wtedy może nastąpić użądlenie jamy ustnej lub gardła. Jest to bardzo niebezpieczne, szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy w dużej odległości od szpitala – możemy nie zdążyć.
Wybierając się na wycieczkę na łono natury, dobrze też jest mieć przy sobie kilka specyfików, które można kupić bez recepty, np. żel łagodzący użądlenia, wapno i doustne leki przeciwuczuleniowe.