Tajemnica śmiechu

Jun 6, 2018 at 11:41 am

Mimo że śmiech jest nieustannie promowany, jako źródło zdrowia i dobrego samopoczucia, wciąż nie udało się ustalić do końca, co takiego sprawia, że tak przyjemnie jest się śmiać aż do bólu albo do łez. A po takiej porcji śmiechu, zauważamy, że czujemy się jakoś ……. lepiej. Co takiego dzieje się w naszym organizmie, że odczuwamy polepszenie samopoczucia?

Według doktora Robina Dunbara, psychologa ewolucyjnego z Oksfordu, odpowiedzią jest nie intelektualna przyjemność z usłyszenia żartu, ale sam fizyczny akt śmiania się. Po prostu zwykłe skurcze mięśni potrzebne do wyprodukowania znanego nam „ha, ha, ha”, wywołują wzrost produkcji endorfin, czyli hormonów słynnych z dobroczynnego wpływu na samopoczucie człowieka.

Badania doktora Dunbara opierają się na długiej historii naukowych dociekań w celu zrozumienia zwodniczo prostego i wszechobecnego zachowania. „Śmiech to jest tak naprawdę dziwna sprawa” – mówi dr Dubar – „i właśnie, dlatego tak nas zainteresował”. A wyniki tych badań potwierdzają coraz powszechniejsze przekonanie, że śmiech wpływa na zacieśnienie stosunków międzyludzkich w grupach i mógł odgrywać ważną rolę w ewolucji ludzi, jako gatunku wysoce uspołecznionego.

Jak sugeruje dr Dunbar, śmiech towarzyski, przyjazny i zaraźliwy, jest jak „iskanie na odległości”, czyli czynność ułatwiająca zacieśnianie się więzi w grupie u wszystkich gatunków naczelnych, tak szympansów, jak i ludzi. Tak samo jak wzajemne iskanie, poklepywanie lub przytulanie się, wpływa na tworzenie się i utrzymywanie więzów pomiędzy poszczególnymi osobnikami.

W pięciu seriach eksperymentów w laboratorium i w jednym badaniu terenowym podczas występów komików, dr Dunbar wraz z asystentami zbadał odporność na ból przed, i po napadzie śmiechu towarzyskiego. Ból pochodził z lodowatego pokrowca na wino, zaciskającej się opaski do mierzenia ciśnienia lub z wycieńczającego ćwiczenia narciarskiego.

Wyniki opublikowane w czasopiśmie Królewskiego Stowarzyszenia Nauk Ścisłych wykluczyły możliwość, że zanotowana odporność na ból była wynikiem ogólnego dobrego samopoczucia niż samego śmiechu. Dały także, jak twierdzi dr Dunbar, częściową odpowiedź na wieczną zagadkę, czy śmiejemy się, dlatego, że jest nam wesoło czy jest nam wesoło, dlatego że się śmiejemy. „Kolejność jest taka, że to fizyczny śmiech pobudza produkcję endorfin, które z kolei wprawiają nas w dobry nastrój”, mówi. Natomiast, co wywołuje sam śmiech to już pytanie prowadzące do całkiem innego labiryntu.

Doktor Robert R. Provine, neurobiolog z Uniwersytetu Maryland w Baltimore County, autor książki „Śmiech: dociekania naukowe” twierdzi, że to badanie było „istotnym wkładem” w dziedzinę nauki, której początki sięgają aż 2000 lat wstecz.

Dziedzina ta nie zawsze jednak koncentrowała się na dobroczynnym wpływie śmiechu. I Platon i Arystoteles, mówi dr Provine, “ zajmowali się śmiechem, jako siłą do podważenia panującej władzy”. I zauważa, że starożytni byli świadomi, że śmiech może towarzyszyć tak grabieży i pogromowi jak i wesołej historii opowiadanej przy ognisku domowym.

 

Dr Dunbar jednak skupił się na przyjaznym, zaraźliwym śmiechu towarzyskim, a nie na rechocie tyrana albo „uprzejmym chichocie” towarzyszącym niezręcznej rozmowie. Według niego klasycznym przykładem mogłaby być kolacja przy jednym stole, gdzie każdy mówi innym językiem, aż nagle ktoś mówi coś niezrozumiałego, ale najwyraźniej przezabawnego. „Wszyscy zrywają boki, a ty się rozglądasz ze zdziwieniem przez jakieś trzy sekundy, ale nie możesz się powstrzymać od wesołości, mimo że nic nie rozumiesz”.

Aby zbadać związek tego rodzaju śmiechu z odpornością na ból, dr Dunbar przeprowadził serię sześciu eksperymentów. W pięciu uczestnicy oglądali fragmenty komedii na wideo, neutralne filmy lub filmy, które miały wywołać dobry nastrój, ale nie rozśmieszyć.

 

Wśród filmów komediowych były fragmenty „Simsonów”, „Przyjaciół”, „South Park”, a także występy komików. Neutralne filmy składały się z dokumentu o tresurze psów oraz turnieju golfowego. Miłe, ale nie śmieszne filmy zawierały fragmenty programów przyrodniczych o dżungli i tropikach.

W doświadczeniach w laboratorium uczestnicy byli badani przed, i po obejrzeniu kombinacji tych filmów. Byli traktowani lodowatym pokrowcem do wina założonym na gołą rękę albo ciasną opaską do mierzenia ciśnienia i mieli powiedzieć, kiedy ból sięgał poziomu nie do zniesienia. W czasie oglądania filmów mieli założone mikrofony do nagrywania i zmierzenia całkowitego czasu ich śmiania się. W jednym eksperymencie w terenie podobne testy na ból przeprowadzono podczas występów grupy komików na Oksfordzie.

Wyniki po analizie wykazały, że śmiech polepszał odporność na ból, podczas gdy samo dobre samopoczucie nie miało wpływu. Odporności na ból używa się, jako wskaźnika poziomu endorfin, ponieważ trudno jest zmierzyć go w samym mózgu. Endorfin nie da się także wykryć pobierając krew, ponieważ są to substancje mózgowe, które nie przekraczają tak zwanej bariery krew-mózg.

Dr Dunbar uważa, że śmiech mógł być czynnością pożądaną w ewolucji, ponieważ pomagał ludziom formować się w grupy, w taki sam sposób jak na przykład taniec lub śpiew, które także wywołują produkcję endorfin. „Śmiech to pierwotny mechanizm łączący grupy społeczne”, mówi, „Wszystkie zwierzęta naczelne go używają”.

Rzeczywiście, małpy człekokształtne znane są ze swojej zdolności śmiechu, choć w nieco inny sposób niż ludzie. Małpy sapią, gdy się śmieją. „Sapanie to dźwięk towarzyszący energicznym zabawom, przepychankom, zabawom w ganianego”, dodaje dr Provine. Śmiech to „rytualizacja” odgłosów zabawy. I, jak sugeruje, w toku ewolucji człowieka to „sap, sap” zmieniło się w „ha, ha”, a właściwie to nie całkiem „ha, ha”…

Prof. Jo-Anne Bachorowski, psycholożka z Uniwersytetu Vanderbilt w Tennessee, wraz ze swoim zespołem badawczym nagrała śmiech 97 ochotników, którzy oglądali komedie takie jak „Cyrk Monty Python’a” lub „Kiedy Harry poznał Sally”. Naukowcy byli zaskoczeni różnorodnością dźwięków wydawanych przez śmiejących się ludzi. Rzadko, kiedy słychać było stereotypowe „hi, hi, hi” albo „ha, ha, ha”. Częściej występowały długie samogłoski takie jak „aaaaa” albo „łoooo”. A co więcej, mężczyźni i kobiety śmiali się inaczej.

Kobiety śmiały się w bardziej śpiewny sposób, podczas gdy mężczyźni bardziej chrząkali lub parskali. Aż połowa kobiet śmiała się śpiewnie, jedna czwarta chrząkała, a pozostała ćwierć parskała. Natomiast w grupie mężczyzn te trzy rodzaje śmiechu wystąpiły po równo, po jednej trzeciej.

Autorzy tego badania zastrzegają jednak, że było ono ograniczone do Stanów Zjednoczonych, więc wyniki te niekonieczne stosują się do całości ludzi. Prof. Bachorowski podejrzewa, że różnice kulturowe mogą mieć wpływ na to, co nas rozśmiesza, ale raczej nie na to, w jaki sposób się śmiejemy.

 

Różnice między płciami nie kończą się jednak na dźwięku śmiechu, co udowodnił dr Provine. Mimo że śmiejemy się także z zabawnych żartów, 80% naszego śmiechu towarzyszy codziennym rozmowom w zwyczajnych sytuacjach towarzyskich. Dr Provine wraz z trzema asystentami, udał się miejsca publiczne takie jak centra handlowe i podsłuchał ponad 1200 rozmów. Czwórka badaczy notowała, kto mówił, kto słuchał, kto i kiedy się śmiał, i czy mówiący i słuchający byli kobietami czy mężczyznami. Odkryli, że osoba mówiąca śmiała się 46% częściej niż osoba słuchająca, i że kobiety śmiały się częściej niż mężczyźni. Ponadto reakcja na mówiącego również zależała od jego płci – słuchający, niezależnie od własnej płci, śmiali się częściej, gdy mówiący był mężczyzną. Badacze odkryli także, że śmiech rzadko przerywał wypowiadane zdanie. Śmiech występował raczej na końcu wypowiedzi, tak jak kropka lub przecinek na końcu zdania.

Skoro już wiemy, co nieco jak i dlaczego się śmiejemy, przypomnijmy sobie, na czym dokładnie polega zdrowotne działanie śmiechu. Podczas śmiania się szybciej bije nasze serce, co nie tylko wpływa pozytywnie na pracę samego serca, ale również na cały organizm, gdyż krew wtedy szybciej krąży i dostarcza większej ilości tlenu do organizmu. Gdy się śmiejemy wprawiamy w ruch mięśnie klatki piersiowej, w tym mięśnie żebrowe i brzucha. Praca tych mięśni powoduje, że z jamy brzusznej krew przetacza się w kierunku serca, w ten sposób wspomagając krwiobieg. Śmiech oddziałuje na wiele narządów naszego ciała i usprawnia ich funkcjonowanie. Weźmy na przykład układ oddechowy. Gdy zaczynamy się śmiać, wtedy zamiast średnio pół litra powietrza, wdychamy go półtora litra. Dzięki temu nasz organizm zostaje znacznie lepiej dotleniony.

Oczywiście podczas śmiechu w ruch zostają wprawione mięśnie twarzy. Podczas wybuchów śmiechu, kiedy kąciki ust się podnoszą, na naszej twarzy pracuje aż 18 mięśni, co jest świetnym masażem twarzy. Dzięki temu nasza skóra staje się jędrniejsza. Dodatkowo podczas śmiechu w organizmie zwiększa się wydzielanie endorfin, określanych, jako hormony szczęścia. Łagodzą one takie dolegliwości jak bóle zębów, głowy czy mięśni. Dzięki śmiechowi lepiej też funkcjonuje nasz system odpornościowy.

Śmiech sprzyja sukcesowi. Zmniejsza nieśmiałość, łagodzi lęki. Ludzie z poczuciem humoru są bardziej kreatywni, mają lepsze relacje z innymi osobami w pracy. „Pozytywne emocje działają prozdrowotnie”, podkreśla Zbigniew Żarczyński, doktor psychologii z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Nie strońmy wiec od spotkań towarzyskich, wyjść na potańcówkę, na jakiś kabaret czy koncert.

Jeśli potraktujemy to w kategorii profilaktyki zdrowia, to i koszt biletu, nie będzie dużym obciążeniem, zwłaszcza, jeśli porównamy do cen leków, które nie zawsze przynoszą oczekiwane korzyści.

Warto również, zrezygnować z oglądania, non stop, wiadomości, tam nie usłyszymy nic „do śmiechu”.

Wystarczy raz dziennie, posłuchać, co i gdzie się dzieje, a resztę wolnego czasu, który planujemy spędzić przed TV, poświęćmy na oglądanie programów rozrywkowych, teleturniejów, programów podróżniczych czy koncertów. To wyzwoli w nas emocje pozytywne, bo możemy się pośmiać albo być dumni z siebie, że znaliśmy odpowiedzi na wiele pytań z teleturnieju. To też są dobre emocje, dają nam poczucie większej wartości, to z kolei wpływa na lepszą samoocenę i znaczną poprawę samopoczucia.

Sezon letni sprzyja, żeby częściej wyjść z domu i korzystać ze wszystkiego, co spowoduje, że możemy się zdrowo pośmiać.